Wskrzeszenie Botticellego
- tomaszgos
- 8 maj 2021
- 5 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 16 maj 2021
Botticelli za życia nie zrobił wielkiej kariery. Po śmierci przestano się nim w ogóle interesować. Przez ponad trzysta lat nikt nie napisał o nim ani jednego słowa. Jego twórczość zaczęła budzić zainteresowanie dopiero pod koniec XIX wieku a kilka dekad później był już jednym z najbardziej znanych malarzy na świecie. Stworzony przez Botticellego wizerunek Wenus jest obecnie ikoną popkultury. W historii sztuki nie ma drugiego podobnego przypadku.
Włoski malarz epoki quattrocenta Sandro Botticelli na swoim obrazie „Narodziny Wenus”, wbrew tytułowi, nie uwiecznił momentu narodzin bogini lecz ukazał ją płynącą na muszli. Wenus to rzymski odpowiednik greckiej bogini miłości - Afrodyty. Jej narodziny, w pewnym sensie były dość bolesne. Według epika greckiego, Hezjoda, bóg nieba Uranos walczył ze swoim synem Kronosem, który odciął mu sierpem genitalia. Te wpadły do morza w okolicach Cypru. Zostały otoczone pianą morską, z której wyłoniła się Afrodyta. Bogini miłości lubiła pływać po morzu na wielkiej muszli. Można było też ją zobaczyć na rydwanie zaprzęgniętym w gołębie.
Sporna data
Botticelli żył i tworzył we Florencji. Prawdopodobnie otrzymał zlecenie namalowania dzieła przez rodzinę Medyceuszy z Florencji, być może przez Lorenza di Pierfrancesco de'Medici, głównego patrona Botticellego.

Sandro Botticelli, "Narodziny Wenus", około 1484–86, tempera na płótnie
Herbert Horne, autor pierwszej monografii w Botticellim (z 1908 roku) sugeruje, że obraz został zamówiony wkrótce po zakupie przez Medicich w 1477 roku Villi di Castello, wiejskiej rezydencji pod Florencją. „Narodziny Wenus” miały udekorować ich nowy dom. Horne uznał więc, że dzieło powstało tuż po zakupie willi i tym samym przed wyjazdem Botticellego do Rzymu w 1481 roku. Współcześni uczeni sądzą jednak, że obraz mógł powstać w latach 1484–86 czyli po pobycie artysty w Rzymie, co z kolei przełożyło się na rozwój indywidualnego stylu florenckiego malarza jaki widzimy w „Narodzinach Wenus”.
Cisza przed burzą
Obraz jest sporych rozmiarów: 172.5 cm na 278.9 cm. Został namalowany temperą na dwóch kawałkach płótna, które zostały ze sobą zszyte. Kolory, które dzisiaj widzimy na obrazie, nie odpowiadają w stu procentach tym, jakie Botticelli kładł na płótno w XV wieku. Zielony pigment - używany do skrzydeł Zefira, oraz liści drzew, z czasem znacznie pociemniał pod wpływem światła. Błękit morza i nieba również stracił swoją jasność. Malarz używał do namalowania włosów Wenus złotego pigmentu, co w drugiej połowie XV wieku było – jeśli można tak powiedzieć – mało nowoczesne, ponieważ zgodnie z zaleceniami Albertiego, w jego kultowym jak na tamte czasy traktacie „O malarstwie”, artyści nie powinni używać tego pigmentu lecz zastępować go innymi. Florencki artysta w młodości szkolił się na złotnika, stąd może jego słabość do tego koloru.

Sandro Botticelli, "Narodziny Wenus", detal.
Botticelli nie przestrzegał również w tym obrazie zasad perspektywy, które w tamtych czasach przestrzegał każdy szanujący się florencki artysta. Wszyscy badacze obrazu są poza tym zgodni co do tego, że gdyby człowiek chciał stanąć w takiej pozie jak Wenus z obrazu (nie mówiąc już o dryfowaniu na muszli), to by się przewrócił. Szyja Wenus jest za długa a jej lewe ramię jest za bardzo opuszczone i wygląda jakby nie było w nim kości. Fale morskie są cukierkowe żeby nie powiedzieć tandetne a postacie na obrazie nie mają nawet porządnie zrobionego światłocienia. Wszystko to wskazywałoby na to, że Botticelli był drugorzędnym malarzem renesansowym, o którym nie warto się rozpisywać. Wprawdzie w 1550 roku włoski historiograf sztuki Giorgio Vasari poświęcił mu kilka zdań w swoich „Żywotach” ale potem przez ponad trzysta lat nikt o nim nie wspomniał (nie licząc spisów inwentaryzacyjnych). Kompletna cisza. Ani jednego zdania.
Przyjemność Botticellego
Botticellego zauważył w 1870 roku angielski krytyk sztuki Walter Pater. Co prawda dwa lata wcześniej wspomniał o włoskim malarzu poeta Algernon Charles Swinburn ale to Pater dokonał prawdziwej rehabilitacji autora „Narodzin Wenus”. Poświęcił mu artykuł, który opublikował w „The Fortnightly Rewiev”. Co takiego zauważył angielski krytyk sztuki?
Należy zacząć od tego, że Walter Pater zainicjował nowy sposób uprawiania krytyki sztuki – krytykę estetyczną. Do tej pory krytycy sztuki poszukiwali abstrakcyjnego i uniwersalnego piękna. Artysta malarz mógł więc do tego piękna się zbliżyć – jeśli został uznany za utalentowanego, lub też od niego oddalać – jeśli ogłoszono go beztalenciem. Pater natomiast uważał, że należy zadać sobie pytanie: „… czym jest dla mnie ta pieśń lub obraz, ta ujmująca osoba, którą spotykam w życiu lub na kartkach książki? Jakie wywiera na mnie wrażenie? (…) są cenne dzięki istniejących w nich mocom, w podobny sposób jak cenne są zioła, wino, klejnoty, ze względu na pewne cechy każdego z osobna wywołujące w nas szczególne i niepowtarzalne wrażenie przyjemności.” Tym samym, angielski krytyk sztuki uznał, że obrazy mogą być malowane dla przyjemności i oglądane dla przyjemności a odbiór sztuki może być w dużym stopniu subiektywny. Oznacza to, że estetyka stanowi odrębny wymiar ludzkiej egzystencji, która najtrafniej zawiera się w idei sztuki dla sztuki, czyli sztuki wolnej od polityki, etyki czy religii. Dla Patera Botticelli był pierwszym zwolennikiem tej idei w swoim malarstwie.
Nagość kobiety
Późniejsi krytycy sztuki polemizowali z podejściem Patera do twórczości Botticellego. Faktem jest jednak, że to angielski krytyk „wydobył” na światło dzienne włoskiego malarza, podkreślając, że pomimo nie przestrzegania przez Botticellego pewnych kanonów obowiązujących w piętnastowiecznym malarstwie, oglądanie jego sztuki sprawia przyjemność. Jest ona związana z osiągnięciem przez florenckiego artystę indywidualnego, manierystycznego stylu, opartego na finezyjnej linearnej kresce i pastelowej świetlistości postaci.
Nowością w „Narodzinach Wenus” jest także celebracja nagiej kobiecej postaci – pokazanie jej piękna i seksualności. Do tej pory nagość w sztuce utożsamiana była głównie ze wstydem i grzechem, co pokazują postacie Adama i Ewy wygnanych z Raju. Czasami nagość wojowników miała pokazywać ich waleczność. Nagość Chrystusa obrazowała cierpienie. Ale nagość pięknej kobiety? Czyste zło, bezeceństwo i grzech. Przynajmniej oficjalnie. Botticelli to zmienił. Ukazał w nagiej kobiecie piękno i subtelny erotyzm. Można ten obraz uznać za pierwszy kobiecy akt w historii malarstwa zachodnioeuropejskiego. Wenus nie jest jedynym erotycznym odniesieniem w tym obrazie. Jasnoniebieski płaszcz Zefira, który grozi zsunięciem się z genitaliów, jest sugestywnie przytrzymywany na miejscu przez nagą nogę Aury.

Sandro Botticelli, "Narodziny Wenus", detal.
Proporcje postaci na obrazie są wydłużone, aby podkreślić ich boskie piękno. Żadna z nich nie stoi mocno na ziemi, raczej unoszą się w powietrzu lub chwieją delikatnie na palcach. Badaczka twórczości Botticellego Julia Mary Cartwright Ady, zwróciła uwagę na innowacyjną syntezę różnych stylów malarskich na tym obrazie: „… malarz (...) uwolniwszy się od wpływów innych mistrzów, odtąd całkowicie polega na własnych środkach wyrazu (…) Sztywność jego wczesnych dzieł ustąpiła miejsca doskonałej łatwości i wdziękowi”.
Ikona popkultury
Pod koniec XIX wieku Botticelli był już w Europie najbardziej popularnym malarzem wczesnego renesansu. Jego popularność ciągle jednak rosła i tak jest do dzisiaj. Twarz Wenus w stylu pop artu reprodukował Andy Warhol.

Andy Warhol, "Venus"
W Los Angeles powstał ogromny mural z Wenus Botticellego jeżdżącą na rolkach. Obraz znalazł się także na okładce płyty Lady Gagi „Artpop”. Na okładce „The New Yorkera” z maja 1992 roku, Wenus suszy sobie włosy elektryczną suszarką. W 2016 roku w Londynie miała miejsce wystawa „Botticelli Reimagined”. Wystawa pokazała sposoby reinterpretacji Botticellego przez artystów i projektantów poprzez malarstwo, modę, film, rysunek, fotografię, gobelin, rzeźbę i druk. Na wystawie znajdowało się ponad 50 oryginalnych dzieł Botticellego, obok dzieł takich artystów jak Dante Gabriel Rossetti, Edward Burne-Jones, William Morris, René Magritte, Elsa Schiaparelli, Andy Warhol i Cindy Sherman. Ian Fleming w swojej szóstej książce o przygodach Jamesa Bonda „Dr. No”, w ósmym rozdziale również odniósł się do słynnego obrazu Botticellego: „ (…) pusta plaża, zielono-błękitne morze, naga dziewczyna z pasmami jasnych włosów, przypominały Bondowi o czymś. Przeszukał swój umysł. Tak, to była Wenus Botticellego, widziana od tyłu.” W ekranizacji powieści z 1962 roku, Wenus zagrała Ursula Andress a czterdzieści lat później w filmie „Śmierć nadejdzie jutro”, w którym agenta 007 zagrał Pierce Brosnan - w kobietę, która skojarzyła się Bondowi z Wenus wcieliła się Halle Berry jako tajny agent Jinx Johnson.

Ursula Andress w filmie "Dr. No" 1968
To zaledwie kilka przykładów. Współczesnych inspiracji dziełem Botticellego jest niezliczona ilość. Florencki artysta jest najprawdopodobniej najbardziej popularnym artystą wszechczasów.
I tak oto XV-wieczny złotnik, który postanowił zostać malarzem, stworzył wizerunek Wenus – ikonę współczesnej popkultury. Gdyby Botticelli mógł to zobaczyć.
Comments